Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

niedziela, 27 października 2013

Seriale, bo mamy godzinę gratis!

Kochani!
Przestawialiśmy dziś czas. Wstałam z tej radości o 7:30!
Jest 12.30, a ja zrobiłam już wszystko co miałam zaplanowane :)
Jak tak dalej pójdzie to chyba zacznę ćwiczyć, bo wolnego czasu będzie aż nadto!

Z racji tego, że jest niedziela więc na pewno nie spotkam się dziś z Chodakowską (mój cellulit mnie za to kocha :)) czas na nadrabianie seriali!

Kiedyś wstydem było śledzić odcinkowe sagi w telewizji (choć nie znam nikogo, kto nie wie kim byli Mili i Iwo :P ).

Obecnie seriale tworzone są na poziomie kinowym - zarówno pod względem fabuły, gry aktorskiej i budżetu. W rolach głównych widzimy takie gwiazdy ha Kevin Spacey, a za kamerą staje np. David Fincher.

Więc oglądamy i tracimy weekendy, by obejrzeć 6 odcinków pod rząd.

Taki wstęp :)

A czyje losy ja śledzę obecnie?

1. Czas honoru

Jeden z lepszych polskich seriali ostatnich lat. Opowiada losy czterech polskich oficerów w czasach II wojny światowej. Miłość, walka i życie codzienne przedstawione w naprawdę wciągający sposób. 
Do tego Maciej Zakościelny.
Niczego więcej nie chcę :)

2. Homeland

Jestem na końcówce I sezonu i nawet nie boli mnie, że zaraz skończy mi się pakiet danych w mobilnym Internecie.
Po 8 latach niewoli w Iraku zostaje odbity amerykański żołnierz. Władze robią z niego bohatera, ale jedna z agentek CIA (Claire Danes) widzi w nim ukrytego terrorystę. Czy ma rację? Polecam samemu znaleźć odpowiedź. Już dawno nic tak nie trzymało mnie w napięciu.



3.  Gra o tron

Nikomu chyba nie trzeba przedstawiać, prawda?
Nakręcona z ogromnym rozmachem historia kilku możnych rodzin, które walczą o władzę w siedmiu Królestwach.
Miłość, spektakularne sceny bitewne, kostiumy, scenografia, krew i łzy. 
Obecnie czekam na 4 sezon, który w HBO już wiosną. A teraz przypominam sobie poprzednie, by nic mi nie umknęło.

A wy jakie seriale polecacie?

Pozdrawiam
Katiuszka<3

sobota, 26 października 2013

Usta jak płatki róż, czyli o peelingu do ust Pat&Rub

Kochani!

Jakiś czas temu w moje ręce wpadł kosmetyk, z którym nie miałam nigdy wcześniej do czynienia.

Peeling do ust marki Pat&Rub, bo o nim mowa, wtargnął do mojej kosmetyczki z hukiem i zrobił tam małą rewolucję.

Do tej pory aby wygładzić usta masowałam je miękką szczoteczką do ust. Efekt był zadowalający, ale przyjemność żadna.

Odkąd poznałam się z tym małym cudem, ścieranie martwego naskórka z ust stało się jednym z moich ulubionych zabiegów kosmetycznych.

25 mililitrów produktu zamknięte jest w bardzo estetycznym słoiczku.


Już samo opakowanie sprawia, że lubimy ten produkt. Jednak najmilsze jest w środku :)

Peeling składa się w 100% z naturalnych składników -  jest kompozycją zdrowego cukru z brzozy oraz olejów i maseł roślinnych. 
Podobno cukier z brzozy (ksylitol) ma działanie przeciwpróchnicze, ale nie mogę się na ten temat wypowiedzieć :) Choć dziur na  pewno przez niego nie mam - jestem świeżo po przeglądzie u dentysty (trauma jak zawsze:/  ).

Jeśli chodzi o skład to producent wymienia:
Kompozycja:
 
ksylitol
olej migdałowy
masło mango
wyciąg z nawrotu lekarskiego
olejek z róży damasceńskiej



Wszystko brzmi pięknie, a jak jest w rzeczywistości?
Tak samo!

Peeling ma postać drobnego różowego cukru zanurzonego w lekkim olejku. Pięknie pachnie różą i tak samo smakuje (chwała temu kto wymyślił pączki z różanym nadzieniem!).


Jest bardzo delikatny. Nie drapie ust, ale dokładnie usuwa martwy naskórek. Usta są miękkie i wygładzone. Mam też wrażenie, że są bardziej różowe. Myślę jednak, że powodem jest po prostu regularny ich masaż, a nie piękny kolor peelingu :).
Zaletą jest też to, że po wykonaniu zabiegu produkt możemy zjeść! Bez wyrzutów sumienia, choć nie wiem ile ma kalorii :) Ale jest pyszny! 

Niestety, nic nie jest doskonałe....

Największą wadą produktu (może nawet jedyną) jest jego cena. W regularnej sprzedaży kosztuje 49 zł (!).
Pocieszam się, że w listopadzie mam imieniny więc może Sebastian przeczyta ten post :) hahaha

Pozdrawiam
Katiuszka<3

niedziela, 20 października 2013

Głos niedzielny cz. III

Kochani!
Zapraszam Was serdecznie na kolejną część mojej prywatnej playlisty.
W tym tygodniu bezapelacyjnie rządził ten kawałek!


Słuchałam tej piosenki pewnie z 1000 razy i jeszcze mi się nie znudziła. Jest tak energetyczna, że w biurze bujałam się na krześle cały tydzień :)

Kolejna nutka to arktyczne małpki :)


Na dziś to wszystko. Ale za to jakie perełki prawda? :)

Pozdrawiam!
Katiuszka <3

sobota, 19 października 2013

My Lovers - Błyszczyk Eveline z olejkiem arganowym

Kochani!
Olejek arganowy robi furor na rynku kosmetycznym. Widzimy go w składzie (bądź tylko na etykiecie :p ) szamponów, odżywek, balsamów i wielu innych.
Tym razem w moje ręce trafił błyszczyk z firmy Eveline, który w składzie posiada właśnie ten cudowny specyfik.




Według producenta błyszczyk ma wygładzać i nawilżać nasze usta oraz nadawać im niepowtarzalny blask.



Błyszczyk ma przyjemną kremową formułę, ale wbrew pozorom nie skleja ust i po nałożeniu sprawia wrażenie bardzo gładkiego i lekkiego.

Nakłada się przyjemnie, aplikator jest bardzo wygodny w użyciu. 
Kremowa konsystencja sprawia, że produkt nie spływa z ust, ale utrzymuje się na nich dość długo (jak na błyszczyk).

Kosmetyk ma bardzo przyjemny delikatny zapach.

Zgodnie z obietnicami usta po użyciu są bardzo miękkie i nawilżone. Mam wrażenie, że kosmetyk naprawdę ma działanie ochronne i odżywcze. Nawet gdy kolor ,,się zje" usta pozostają delikatne i gładkie.

Kolor też jest przyjemny, lekko transparentny, z nienachalnymi drobinkami. Nadaje delikatny blask nie zamieniając ust w brokatową bombkę. 



Moim zdaniem, to jeden z lepszych błyszczyków jaki używałam.

Pozdrawiam

Katiuszka <3

piątek, 18 października 2013

Ptasie radio, radijo, ijo, oo!

Kochani!

Ostatnio, będąc na spacerze na olsztyńskiej starówce, zaszliśmy z Sebastianem na wystawę, jakiej nigdy wcześniej nie oglądaliśmy.
W salach Spichlerza prezentowały się dumnie egzotyczne ptaki.
Przyznaję, że widok tylu ptasich piękności w jednym miejscu robił wrażenie. 
Stwierdziłam jednak, że ptaki nie są zwierzętami, które chciałabym trzymać w domu. Hałas jaki panował na wystawie był bowiem nie do zniesienia :)

Mimo to bardzo przyjemnie było odwiedzić wystawę. Zawsze to nowe doświadczenie :)

Na koniec kilka zdjęć kolorowych cudaczków.










Które z nich najbardziej się Wam podobają?
Bo mi chyba te ,,wgapiające się" :)

Pozdrawiam
Katiuszka<3