Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

wtorek, 8 kwietnia 2014

Efekty ćwiczeń i diety po 4 tygodniach - rozliczenie planu

Kochani!


Niemal miesiąc temu spisałam na tym blogu moje miesięczne postanowienia.
Dotyczyły one przede wszystkim ,,wzięcia się za siebie" i tego by systematycznie pracować. Listę znajdziecie w tym wpisie.

Dzis pora na małe podsumowanie i rozliczenie się z tego :)

Po pierwsze, to z czego jestem dumna najbardziej, zaczęłam biegać! I robię to SYSTEMATYCZNIE! Wykorzystując ładną pogodę biegam trzy razy w tygodniu. Jak mi się to udało?
Zaczęłam bardzo spokojnie - 15 minut biegu (marsz i bieg naprzemiennie). Dziś , po 4 tygodniach, biegnę 9 minut bez zatrzymywania się :) potem minuta marszu i znów biegnę! Dla kogoś, kto zaczynał z kondycją na poziomie leniwca to megasukces! 
Przeżyłam zakwasy, kolki i uczucie ,,zaraz puszczę pawia, albo zejdę z tego świata". Dziś zakładam adidaski i chce mi się biec. Fajne uczucie :)

Jestem dumna również z tego, że nie odpuszczam. Nie szukam wymówek - zimno, pada, brzuch mnie boli, byłam wczoraj. Trzy razy w tygodniu chodzę do parku i biegnę.

Aktywność fizyczna da się lubić - choć jeszcze kilka tygodni temu w to nie wierzyłam. 

Źródło
Jak daję radę?

Znalazłam towarzysza! Biegam z siostrą i jest mi dużo przyjemniej. Zawsze to towarzystwo, rywalizacja i dodatkowa motywacja!
Myślę o tym, ze lato blisko! Chcę być dumna z mojego ciała i wierzę, że uda mi się osiągnąć sukces.
Nie szukam powodów na ,,nie"
Nie forsuję się. Biegam 20-25 minut (zaczynałam od 15). Gdy już nie daję rady po prostu idę i nie robię z tego tragedii.
Chwalę się zamiast narzekać, że Karolina biegnie więcej :) Jestem z siebie dumna, że ruszyłam tyłek i tylko to się liczy :)

Jeśli chodzi o dietę, to 4 posiłki dziennie nie okazały się wielkim wyzwaniem. Nie liczę jednak kalorii, nie mam w kuchni wagi i kalkulatora. Jem co lubię i nie popadam w histerię. Oczywiście nie udało mi się całkowicie wyeliminować słodyczy i fastfoodów, ale nie dążyłam do tego. 
Nie jem ich jednak często. Szczególnie jakoś nie ciągnie mnie już do słodkiego, bardziej kusi mnie zestaw z Big Maca za 10 zł :( skusiłam się raz.

Piję. Wodę :) Więcej niż kiedyś, ale nie 2 litry dziennie. Nie chcę się zmuszać, by nie stracić dobrego humoru :) Z czasem samo przyjdzie - metoda małych kroczków! Polecam!

Słodzę kawę pół łyżeczki i  nawet mi smakuje :)

Jak daję radę?
Nie zadręczam się. Zjem to zjem. Staram się nie przesadzać, ale nie znienawidzę się tylko dlatego, że zjadłam BigMaca.
Robię sobie jedzenie do pracy. Zjadam własne kanapki czy sałatkę zamiast słodkiej bułki i batona. 
Dosładzam się suszonymi owocami zamiast czekoladą.

Więcej grzechów nie pamiętam, ale żadnego nie żałuję :)

Podoba mi się, to co robię. Mam nadzieję, że za miesiąc nadal będę pełna tego zapału!

JESTEM Z SIEBIE DUMNA!

No i najważniejsze: Czy widzę zmiany?

Tak!

1. Jestem pełna życia i rzadko ,,mam lenia"
2. 4 tygodnie i 2cm mniej w pasie! <3 bieganie
3. Zmniejszył mi się cellulit na udach
4. Wchodzę w ulubione spodnie z działu dziecięcego i to bez problemów
5. Łatwiej mi się zasypia
6. Dłużej mogę ćwiczyć bez zadyszki
7. Nie płaczę, że winda na 10 i muszę czekać, tylko idę po schodach :)


A wiecie co jest najfajniejsze?  Gdy biegam w parku mijam masę ludzi, którzy też biegną!

Pozdrawiam
Katiuszka<3